26 maja 2013

6. To już nie jest śmieszne

- Zimno mi . - przyznałam wtulając się w ciepłe ciało Seana.
- Poczekaj , pójdę po drugi koc . - chłopak zniknął w drzwiach mojego pokoju .
Była ciemna noc . Dochodziła północ . Rodzice pojechali w odwiedziny do rodziny na północy kraju . Wrócą najwcześniej za dwa dni .
- Mam ! - Sean trzymał w swojej silnej dłoni szary koc w kratę.
Kiedy już wygodnie ułożeni leżeliśmy na łóżku Sean powiedział niespodziewanie  :
- Pragnę cię .
- Ja ciebie też - pocałował mnie namiętnie sunąc ręką po moim ciele . Zatrzymałam ją w porę.
- Nie jestem gotowa - pisnęłam . Taka była prawda . Kochałam go całym sercem i pragnęłam tego najbardziej na świecie . Ale bałam się , nie byłam pewna . Na szczęście Sean - mężczyzna mojego życia bez oporu przestał i ucałował moje czoło .
Za to właśnie go szanowałam . Mimo , że bardzo tego chciał , zrezygnował , bo moje szczęście było dla niego ważniejsze . To właśnie jedna z wielu cech , które sprawiły , że tak bardzo go polubiłam . Nie był jak inni chłopcy . Nie stawiał na swoim , tylko na tym co osądziła najważniejsza dla niego osoba .
- Ale całować zawsze się możemy ... - rzuciłam się na niego .
Całowaliśmy się zawzięcie ciągnąc za podkoszulki .
- Szaleje na twoim punkcie - przyznałam oddychając ciężko .
 Po jakiejś godzinie czystej namiętności , moje usta były wyczerpane .
- Co to było ? - Nagle wzdrygnęłam się .
- O co chodzi ? - zapytał Sean , jakby na prawdę nic nie usłyszał .
- Mogłabym przysiądź , że coś słyszałam .- naciągnęłam koc bardzo wysoko , tak , że zakrył nawet moją szyję . - Zapal światło ! - pisnęłam .
 Kiedy mój pokój się rozświetlił rozejrzałam się niespokojnie .
- Jest burza .- zakomunikował Sean odsuwając rolety i patrząc w okno .
 - To coś innego - spojrzałam na niego . Niespodziewanie światło zgasło.
- Nie ma prądu . - stwierdził - Macie gdzieś latarkę ?
- W szufladzie w kuchni .
 - Chodź ze mną .
 Zeszliśmy po schodach . Ciężkie krople deszczu uderzały w szyby okien . Nieoświetlona kuchnia wyglądała strasznie . Bałam się przejść przez własny dom . Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło.
Wskazałam palcem na szufladę , w której schowana była latarka . Sean wyciągnął i zapalił ją , tworząc bardzo intymną atmosferę . Patrzyliśmy na siebie z tajemniczym uśmieszkiem .
Zamarłam , kiedy usłyszałam głuchy łomot .Tamten odgłos , nie był podobny do tego . Wtedy miałam przeczucie , że ktoś chodził po drewnianej podłodze , mocno uderzając w posadzkę .  Nie myliłam się .
.- Co to było ?! - wrzasnęłam podchodząc bliżej Seana .
Sean poświecił latarką na podłogę . Były na niej odbite ślady , dużych , mokrych od deszczu i błota butów .
Podeszłam bliżej , aby przyjżec się im dokładniej . Na jednym z odcisków widać było odbity znak , zdaje się , że marka obuwia . Były to trampki Converse .Miałam kilka par takich samych . Nie trudno było rozpoznać podeszwę .
- Ktoś tu był .. - szepnęłam pełna obaw .
 - Na to wygląda  . - Sean położył rękę na kieszeni , aby w razie konieczności wysunąć z niej broń . - Chodź za mną i nie wychylaj się .
 Ruszyliśmy w stronę salonu . Moje serce przepełnione było bólem i strachem . Myślałam , że zaraz zwymiotuję . Sean szedł wolno rozglądając się . Nagle opętał nas zimny i nieprzyjemny chłód . Nie bez powodu . Jedno z wielu okien w salonie , było stłuczone . Pozostało po nim tylko mnóstwo lśniących drobinek .
 - Boże .. - w tej chwili już nie mogłam się opanować .Moje oczy lśniły , napełnione złami .
- Patrz - Sean wskazał na kominek . Nie trudno było zauważyć leżący pod nim kamień . Chłopak ostrożnie podszedł po niego . Z drętwą miną ukazał mi jego jedną stronę . Teraz nie byłam ani zła ani przerażona . Byłam na skraju załamania . Kamień był atrapą , która była metodą na następną wiadomość . Była ona krótka i dawała do zrozumienia więcej , niż poprzednia . Wszędzie rozpoznałabym to pismo . Należało do Gwen . Pękate litery z zawijanymi końcami składały się w napis  " Help me ".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz